Menu

GOW3 – recenzja

Grudzień 18, 2017 - Komputery i internet
GOW3 – recenzja

Fabuła Gears of War 3 przenosi nas minimalnie w przeszłość. Wspomnę tylko, że w drugiej części wraz z oddziałem Delta udało się zatopić ostatnią twierdzę ludzkości, czyli miasto Jacinto. Mimo że spore oddziały Szarańczy zostały pokonane, to jednak niebezpieczeństwo nadal wisi nad ludźmi. Okazało się bowiem, że spora część starych przeciwników przeżyła, a na dodatek jest również nowy wróg w postaci Lśnienia. Ten groźny „wirus” atakuje Locusty i przejmuje nad nimi kontrolę. Najgorsze jest to, że choroba „myśli” i cały czas nęka ludzkość. Nawet okręty nie są bezpieczne, gdyż Lśnienie może pojawić się w każdej chwili za pomocą wielkich pnączy. Marcus oczywiście ma zamiar raz na zawsze zakończyć tę wojnę. Pomogą mu w tym jego dawni znajomi, których poznaliśmy w poprzednich częściach serii. Co ciekawe, teraz część z tych bohaterów wygląda zupełnie inaczej i jest bardziej wojownicza… Nie chcę zdradzać zbyt wiele szczegółów, gdyż wtedy nie kupicie tej produkcji, a naprawdę warto. Nawet chociażby dlatego, aby zobaczyć, jak naukowiec potrafi robić finishera na Szarańczy…

Wiele osób w pytaniach i komentarzach zastanawiało się, czy fabuła jest epicka? Oczywiście jest i trzeba przyznać, że jest to słowo, które powinno tutaj zaistnieć! Trzecia części serii rozwiązuje bowiem wszystkie zagadki – no, może prawie wszystkie. Dowiemy się między innymi, dlaczego Szarańcza tak bardzo chce przebywać na zewnętrznej części planety i kto o niej wiedział od samego początku. Nie zabraknie też wyjaśnień na temat Lśnienia oraz jego działania. I przede wszystkim dwie najważniejsze kwestie. Pierwszą jest powrót ojca Marcusa, a druga to finał historii. Kto by się spodziewał, że cała opowieść zostanie tak uwieńczona? Wracając jednak do fabuły, trzeba przyznać, że w trzeciej części jest jeszcze więcej zwrotów akcji, znacznie więcej możliwości poprowadzenia jej daną ścieżką – zawsze jednak koniec jest taki sam. Dzięki temu mogę śmiało napisać, że tytuł chce się przejść kilkukrotnie, aby poznać zakamarki, które poprzednio zostały pominięte. Na uwagę zasługuje również to, że producent pokusił się o powrót do przeszłości i to nie byle jaki! Nie chodzi tutaj o zwykłe cofanie się w czasie, tylko o… sny. Już na początku możemy zapoznać się z marami, które pojawiają się w głowie Marcusa. Wtedy ekran robi się metalowo szary i wręcz przerażający – niczym nocny koszmar. To naprawdę warto zobaczyć. Nie gorzej wypada to w przypadku Cole Traina, która fakt faktem nie śni, ale wyobraża sobie, że ponownie jest gwiazdą footballa. To działa i powiem szczerze, jest to świetny motyw. Znacznie bardziej chce się grać taką postacią.

Zaraz, zaraz, ale do tej pory w serii graliśmy tylko Marcusem. Tak, to fakt i w Gears of War 3 też tak jest przez 95% zabawy. Jest jednak jeden dłuższy, moment, w którym wcielamy się w byłą gwiazdę footballu amerykańskiego. Czy jest to złe? Nie, wręcz przeciwnie, gdyż ukazuje, jak wszystkie zespoły sobie nawzajem pomagają w walce o jeden cel. Myślę też, że tym akapitem wyjaśniłem wszystkim, że nie przyjdzie nam w trybie dla jednego gracza wcielić się w kogoś innego, przykładowo w jakąś blondynkę…

Celem jest oczywiście wyrżnięcie, rozwalenie, zmasakrowanie, unicestwienie całej Szarańczy na Ziemi wraz z tymi, których zaraziło Lśnienie. Trzeba jednak przyznać, że nie jest to prosta sprawa, gdyż autorzy poszli o duży krok do przodu i stworzyli wręcz niesamowicie nieapetycznych przeciwników. Wyobraźcie sobie postać, z której wyrastają nagle dwie głowy i rzucają płomieniami…albo taką, która jest pokryta igłami niczym jeż. Znajdzie się też coś na wzór wielkiej, obrzydliwej stonogi. Ciężko to opisać, gdyż na dobrą sprawę musiałbym porównać te stworzenia do innej żywej istoty, abyście mogli to sobie wyobrazić, ale nie potrafię. Fantazja autorów była tak ogromna, że odniesienie się do rzeczywistości graniczy z cudem. Wspomnę jeszcze, że fani zombie też znajdą tutaj coś dla siebie. Może nie jest to do końca powtórka z Dead Island, ale… Przekonajcie się sami!

Jedną z najważniejszych i kluczowych elementów w produkcji Epic Games są oczywiście scenerie. W drugiej części było ich sporo. Fakt, byliśmy w podziemiach, odwiedziliśmy lasy i nie zabrakło nas w mieście. To jednak nic w porównaniu z tym, co wpakowano do trzeciej części. Wyobraźcie sobie, że scenerie z GOW 2 to jakaś 1/10 tego, co zobaczycie tutaj. Zaczynamy na statku, które jest niczym małe miasto. Następnie szybko trafiamy do miasta, aby z niego przenieść się na stadion, następnie na plażę, wejść w głąb lasu i dotrzeć do bazy, odwiedzić ukryte miasto, które było enklawą naukowców ( przypomina trochę to z gry BiosHock) albo popływać pod wodą w łodzi podwodnej czy też podróżować w chmurach za pomocą barki Szarańczy. Mało Wam? To jeszcze może wspomnę o Mieście popiołów – ruiny wyglądają wręcz wspaniale, albo o autostradzie, po której również będziemy się poruszali. Scenerii jest tak dużo, że nie dam rady wszystkiego wymienić, a na dodatek nie zrobiłem tego w odpowiedniej kolejności. Lokacji jest mnóstwo, a zarazem są tak ogromne i urozmaicone, że każda z nich kusi czymś innym, zachęcając do pójścia za kolejny róg w celu zobaczenia, co tam nas czeka. Na dodatek, ludzie w trzeciej części Gears of War podzielili się i są bardzo nieufni, zwłaszcza jeśli chodzi o oddziały COG. Nie raz będziemy więc atakowani lub obrzucani obelgami przez postacie.

Bohaterowie – a jest ich wielu. Wspomniałem już co nieco o nich wcześniej, ale to jednak chyba za mało, gdyż członków załogi jest teraz więcej. Markusa już znacie, Cole’a również. Teraz jednak w całej swej okazałości pojawia się również Anya Stroud, która jest córką oficera Coalition of Ordered Governments (COG). W GOW 3 często pomaga Markusowi i troszczy się o niego, a ma w tym swój ukryty cel… Z kolei Dominik to człowiek, który jest znany od początku serii. Nie ma się co oszukiwać, on pójdzie za Markusem w ogień – dosłownie i w przenośni. Na dodatek cierpi z powodu utraty żony, którą z resztą w tej części odwiedzi. Baird Damon to gość, który dołączył do Delty i jest swego rodzaju technikiem bawiący się na laptopy poleasingowe Kraków . Potrafi zreperować, włączyć/wyłączyć i zhakować praktycznie każde elektroniczne urządzenie – dobrze, że oszczędził PlayStation Network. Nasza „złota rączka” podkochuje się w Samancie „Sam” Byrne, która również jest członkiem zespołu. Jace Stratton, o nim nie będę się rozwodzić, gdyż tak naprawdę niewiele przysłużył się podczas walki. Po prostu chodzi z nami i rozwala wszystko to, co trzeba. Oczywiście, prócz tych postaci nie brakuje również wielu innych, pobocznych. Przykładowo powróci Prescott i stary wyjadacz Dizzy (nie mylić z tym jajeczkiem). Nie zapomniano również o Carmine’ach i kilku innych ważnych postaciach, które poznacie w grze właściwej.

Arsenał, czyli to co misie lubią najbardziej. Zacznę z grubej rury i potwierdzę, że w grze pojawiają się roboty. Tak, i osoba, nad którą obecnie mamy kontrolę, może wejść do nich i kierować „puszką”. Są dwa typy tych blaszanych maszynek. Pierwszy to ten, który przenosi ciężkie przedmioty – przydatny w określonych misjach. Drugi jest wykorzystywany do walki. Ma on nieograniczoną amunicję, a kiedy się położy, to może strzelać rakietami. Obydwa roboty mogą również zrobić mocne tupnięcie i wtedy ziemia wokół drży, a Szarańcza się przewraca. Oczywiście, roboty można zniszczyć, gdyż i one mają ograniczoną odporność. Digger Launcher to taki znacznie mocniejszy pistolecik i gdy go tylko znajdziecie, to bierzcie w ciemno. Potrafi on bowiem wystrzelić dużą liczbę kul w stronę przeciwnika i w kampanii jest znacznie bardziej przydatny od standardowego pistoletu. One-Shot, czyli Jednostrzałowiec (coś jak mocniejsza snajperka) to moja ulubiona giwera. Jednym pociskiem położy nawet najpotężniejszą i największą maszkarę – niestety nie ma jej często tam, gdzie byłaby potrzebna (czyt. w walce z bossami). Retro Lancer i Lancer to bronie podobne do siebie. Ta pierwsza ma bagnet przy lufie i dzięki temu potrafi wbić się w ciało przeciwnika, a poza tym wystrzeliwane z niej kule mają spory odrzut (nie poprawiono tego i jest tak samo jak w beta – wersji). Druga wersja to Lancer, czyli klasyczna broń używana najczęściej przez Markusa. Jak zawsze uzbrojona jest w piłę, która służy do piłowania przeciwników, a czasami nawet do pojedynków. W GOW 3 po włączeniu tzw. Activa, kule z lancera, jak i z innych borni, robią się większe i obrażenia są znacznie bardziej dotkliwe dla wroga. Oczywiście pojawiły się bomby, które śle się pod powierzchnią, ale ich z łatwością można uniknąć i przeciwnikom też to się udaje. Nie zabrakło również mini-guna, miotacza ognia, łuku, snajperki (słabsza niż w jedynce, ale mocniejsza niż w drugiej części). Granaty ogniowe są i palą Szarańcze dosyć szybko, granaty odłamkowe rozsadzają wrogów, a odpowiednio wykorzystany moździerz potrafi zrobić spustoszenie na planszy. Miło również, że możemy brać naboje oraz wyposażenie od naszych towarzyszy. Nie raz traktowałem ich jako plecak do noszenia gnatów, które szkoda było mi stracić. Ulepszenia dostał również Jack (ten robocik, co pomagał nam w otwieraniu drzwi) i teraz może on nam pomagać w eliminacji przeciwników. Bronie sprawdzają się i to jest najważniejsze, a wstawki wykańczające przeciwnika są masakryczne (np. okładanie pięściami głowy przeciwnika aż ta wybuchnie, albo wyrwanie ręki i okładanie nią umarlaka…). Miło również, że możemy prowadzić ostrzał ze sprzętu Szarańczy, np. wyrzutnie pocisków, które przypominają średniowieczne katapulty.

Grafika, a więc jedna z najważniejszych kwestii w dzisiejszych czasach – przynajmniej dla 90% graczy. Czego można się spodziewać po Epic Games? Na pewno samych wspaniałości i trzeba przyznać, że ustawili oni poprzeczkę naprawdę wysoko. GOW 2 był cudny, ale Gears of War 3 jest piękniejszy, bardziej szczegółowy i ostry jak żyleta. Nie ma smug podczas zabawy, a podczas ogromnej jatki nawet na sekundę nie spadnie ilość klatek. Na dodatek murki, za którymi się ukrywamy lub skrzynie, po kilkunastu wystrzelonych kulach potrafią się ukruszyć. To wszystko wygląda wręcz przecudownie. Lokacje to również majstersztyk wykonania i dbania o szczegóły. Wybuch bomby w wodzie tworzy bąbelki. Przepięknie wygląda niebo – widać, że do jego stworzenia posłużyły zdjęcia. Miasta oraz ich ruiny, stadion, wszystko to wywołuje nierzadko ciarki na skórze i jest wręcz fenomenalnie oddane, a zarazem dopieszczone. Modele postaci są za to bardziej wyraźne i na pierwszy rzut oka widać, że przybyło im wielokątów (z ang. polygon). Świetnie prezentują się również rany na ciele naszego bohatera, widać bowiem plamy krwi. To przyjemny efekt i w dzisiejszych czasach tego powinno się wymagać od nowych produkcji. Mimika twarzy postaci w przerywnikach to również najwyższa liga i dorównuje takim tytułom, jak Driver, Deus EX czy LA Noire. Wszystko pięknie, ale właśnie tutaj pojawiają się też problemy – niewielkie, ale są. Czasami bowiem zdarza się, że nasza piła przeniknie przez jakąś ścianę albo część ciała bohatera lekko zapadnie się pod ziemię. Takich błędów naliczyłem 4 podczas zabawy. Nie jest więc to dużo, ale adnotacja się należy. Drugim i ostatnim minusem jest AI naszych kompanów, którzy po prostu czasami gubią się na planszy. Zdarza się, że miotają się po arenie i nie bardzo wiedzą, jak się ukryć przed ostrzałem wroga. Czasami jest też tak, że kiedy prosimy ich o pomoc w celu podniesienia nas, to nieudolnie podnoszą nas kilka razy, aż w końcu im się to udaje. Być może jakiś mały patch wyeliminuje te drobnostki i wtedy będzie to tytuł niemalże idealny. Na razie jednak drobne błędy są i nie można o nich nie wspomnieć.

Czy jest to najładniejsza gra na konsole ? Moim zdaniem tak i mimo że Killzone 3 był na swój okres najpiękniejszy, to jednak tutaj jest trochę lepiej – czas robi swoje. Tym samym obecnie dzieło Epic to najładniejszy tytuł.

Tej jednak pięknej oprawie graficznej przydałaby się odpowiednie udźwiękowienie i trzeba przyznać, że producent nie pokpił tej sprawy. Muzyka spodobała się nawet mojej narzeczonej, która normalnie nie zwraca uwagi na to, co dzieje się na ekranie. Utwory skomponowane na potrzeby tej produkcji są jakby wyjęte z najlepszych filmów wyprodukowanych w Hollywood. Mnie najbardziej zapadła w pamięć ta ścieżka, która przypominała soundtrack skomponowany przez Wojciecha Kilara do Draculi z 1992 r. Odgłosy wystrzelonych pocisków i przepiłowanych przeciwników nadal świszczą w mojej głowie, a więc przy dobrych głośnikach wrażenia są naprawdę nieporównywalne. Nawet utwór wieńczący zabawę, stworzona przez rapera Ice-T o tytule Gears of War przypadła mi do gustu!

Tyle o singlu, a teraz przyszedł czas na zabawę on-line, którą również miałem okazje sprawdzić z kilkoma zagranicznymi redaktorami, walcząc w niejednej walce. To, co rzuca się w oczy, to więcej aren względem próbki. Pierwszą, którą chciałem zobaczyć była ta nazwana Gridlock. Fani na pewno pamiętają ją z pierwszej części gry i trzeba przyznać, że w nowej odsłonie plansza prezentuje się jeszcze bardziej okazale. Oczywiście grafika względem pierwszej części poszła o mile do przodu – to raz, a dwa te niesamowite doznania płyną stąd, że lokacja tym razem oświetlana jest przez księżyc. Dzięki temu wygląda jeszcze mroczniej i ciekawiej, a poza tym została nadszarpnięta zębem czasu. Pozostałe mapy to: Checkout – rozgrywki toczą się w zrujnowanym centrum handlowym, Drydock – opuszczona stocznia, Hotel – niewielkie wyspiarskie ośrodki zapewniały wypoczynek dla ludności Sery, Mercy – plac ten, był niegdyś tętniącym życiem rynkiem miejskim pełnym ludzi, Old Town – małe miasteczko i jeszcze Overpass, Sandbar, Thrashball, Trenches. O wszystkich tych lokacjach możecie przeczytać tutaj.

Mimo że w momencie wydania bety Microsoft twierdził, że otrzymujemy wszystkie tryby zabawy, które pojawią się w finalnej produkcji, to w redakcji wraz z Dawidem S nie uwierzyliśmy w to i dobrze zrobiliśmy. Okazuje się bowiem, że pełna wersja tej produkcji posiada znacznie więcej trybów. Pierwszym jest Drużynowy Deatmatch, w którym trzeba po prostu zlikwidować członków drużyny przeciwnej. Drugi to Strefa Wojny, w którym również należy unicestwić osoby z drugiego zespołu, ale tym razem mamy jedno życie na rundę. Egzekucja, czyli mój najbardziej ulubiony tryb, w niej trzeba po prostu unicestwić członków drużyny przeciwnej z bliskiej odległości. Mamy jedno życie na rundę. Czwarta zabawa została nazwana Pojmanie Dowódcy, w niej trzeba złapać i przetrzymać zaznaczonego typka, a jednocześnie chronić własnego. Piąta opcja to Król Wzgórza, w której za zdobywanie odpowiednich celów i broni otrzymuje się punkty, a te doprowadzają do zwycięstwa. Szóstką został oznaczony tryb Skrzydłowy, w którym dwie drużyny dwuosobowe mają misje wyeliminowania pozostałych. Ten ostatni tryb również mnie zaciekawił i trzeba przyznać, że daje on radę. Z resztą po przeczytaniu powyższych opisów jasnym jest, że chyba każdy gracz znajdzie coś dla siebie.

W oddzielnej kategorii znalazł się zaś tryb Hordy, w którym wspólnie z kolegami należy bronić ustalonego punktu przed wrogami. Oczywiście poniżej jest również Bestia, czyli odwrócenie Hordy. Najważniejszą cechą tego trybu jest to, że wcielamy się w Szarańczę i odpieramy ataki COG. Po zabiciu odpowiedniej ilości przeciwników dostajemy tokeny, które umożliwiają odnowienie w innej postaci. Tutaj wybór jest ogromny, gdyż można wcielić się prawie w każdą postać z robali. Wraz ze dobywaniem kolejnych punktów otrzymujemy nowe bronie.

Cieszy również fakt, że w trybie on-line odblokowuje się już nie tylko bronie czy emblematy na broń, ale również nowe postacie. Przykładem mogą być różne odmiany Dominika, Markusa, Dizziego i innych. To samo tyczy się zespołu Szarańczy.

Niestety, na razie osiągnięcia z bety nie chcą się przenieść do finalnej wersji, mimo obietnic Epic Games. Już 12 września piszę w tej sprawie z polskim oddziałem, ale na razie nie mamy informacji na ten temat – czekamy. Na chwilę obecną nie mam też zastrzeżeń do działania serwerów dedykowanych, ale nie ma w tym nic dziwnego, skoro w tytuł grają tylko dziennikarze. Prawdziwy test dla całego systemu nadejdzie 20 września wraz z premierą gry. Jednak już teraz widać, że czasami są problemy z respawn. Ponownie przy większej zadymie w jednym miejscu mogą pojawić się zawodnicy obydwu zespołów.

Na zakończenie wspomnę jeszcze o tym, że tytuł można przejść za pomocą trybu coperative, zarówno na podzielonym ekranie, jak i poprzez opcje zabawy on-line. We wszystkie wyżej wymienione zabawy można również bawić się bez wykupionego abonamentu Xbox Live Gold. Po prostu wtedy zamiast prawdziwych graczy, zobaczymy postacie sterowane przez komputer. Są również 4 poziomy trudności, w tym Niedzielny gracz, Dzielny Gracz, Hardkor i Wariat. Ten ostatni jest dostępny po przejściu raz gry na poziomie ‘Dzielny Gracz”.

Jeszcze w ostatnich zdaniach wspomnę o polonizacji tej produkcji. Tak! Gra Gears of War 3 została przetłumaczona na język polski! Dołożono bowiem do produkcji napisy. Trzeba przyznać, że osoby odpowiedzialne za nie, spisały się niemalże doskonale. Tłumacz powinien bowiem dostosowywać wypowiadane przez bohaterów kwestie do naszych realiów kulturowych. Przykładowo kawał, który śmieszy Amerykanów, wcale nie musi bawić Europejczyków, a tym bardziej Polaków. Dlatego czasami widać odstępstwa od angielskiej wersji, ale tylko dlatego abyśmy mogli lepiej zrozumieć, o co chodzi głównym bohaterom. Wspomnę od razu, że przetłumaczono tylko główne kwestie, a więc jeśli podejdziemy do postaci pobocznej, to nie spodziewajmy się napisów – tak samo jest z komunikatami na Wyspie naukowców. W napisach nie spodobała mi się tylko jedna kwestia, a mianowicie ich wielkość. Czcionka jest strasznie mała i naprawdę trzeba skupiać na niej wzrok. Szkoda, gdyż często rezygnowałem z czytania polskich dialogów na rzecz angielskich, tylko po to, aby zobaczyć te wspaniałe wstawki filmowe występujące w tej produkcji.

A teraz już koniec i muszę to skończyć, gdyż cały czas coś dopisuje i powstał już prawie doktorat, ale tak jest, gdy się ma do czynienia z dziełami wybitnymi. O takich produkcjach, jak Gears of War 3 można pisać, pisać i pisać, i prawie cały czas znajdziemy coś nowego, o czym warto wspomnieć. Ja też pewnie zapomniałem o kilku ważnych kwestiach i dobrze, gdyż wtedy będziecie mogli sami je odkryć, a uwierzcie mi, że przez te 10-12 godzin zabawy – tyle trwa kampania, można odkryć wiele ciekawych rzeczy. Mamy tutaj do czynienia z dziełem, które trzeba mieć w swojej kolekcji. Nie można obok tej serii przejść obojętnie. To gra, którą każdy gracz powinien mieć na półce!

Ocena: 9,4/10

Plusy:

+ Czas zabawy

+ Grafika

+ Muzyka

+ Fabuła

+ Polonizacja

+ Ilość zmian

+ Finishery

+ Lokacje

+ Ulepszony tryb on-line, który…

Minusy:

… ma czasami problemy

– Drobne błędy w singlu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close